Statystyka
| TRAGICZNA SOBOTA |
|
|
|
|
Wpisany przez Szymon Giza
poniedziałek, 22 marca 2010 10:48
| |
|
Wieczorem 20 marca telefon na biurku dyżurnego w Komendzie pabianickiej straży prawie nie przestawał dzwonić. O 21:20 wpłynęło zgłoszenie o zadymieniu na korytarzu w budynku przy ul. Moniuszki. Spowodowało je pozostawienie na kuchni bez dozoru gotującej się potrawy. Na szczęście lokatorowi udało się ugasić pożar przybyciem straży. W chwili zakończenia działań związanych z oddymianiem pomieszczenia (o godz. 21:25), dyżurny powiadomił przez radio dowódcę akcji, asp. sztab. Pawła Mądrakowskiego, o pożarze w "drewniaku" przy ul. Narutowicza. Asp. sztab. Paweł Mądrakowski, będąc oddalonym od podanego przez dyżurnego miejsca zaledwie kilkaset metrów, nie zwlekając, natychmiast udał się dowodzonymi przez siebie zastępami pod wskazany adres. W chwili przyjazdu z lokalu na piętrze wydobywały się kłęby dymu, zadymienie panowało także na klatce schodowej. Od osób znajdujących się na zewnątrz, m.in. mieszkańców domu, uzyskano informację, że na drugiej kondygnacji mogą jeszcze przebywać lokatorzy. Dowodzący akcją polecił dotarcie do poszkodowanych oraz podanie prądu wody do wewnątrz lokalu objętego pożarem. Strażacy ewakuowali z poddasza 3 osoby, które poruszając się o własnych siłach, wydostały się na zewnątrz. Ratownicy, pracujący ze względu na bardzo duże zadymienie w aparatach powietrznych, przeszukiwali mieszkanie objęte pożarem celem odnalezienia kolejnych ewentualnych poszkodowanych, równocześnie prowadząc działania gaśnicze. Niestety, informacja o osobie w płonącym mieszkaniu potwierdziła się - znaleziono mężczyznę, którego natychmiast ewakuowano na zewnątrz budynku. Mężczyzna nie dawał oznak życia, więc przystąpiono do jego resuscytacji. Po ok. 5 minutach działania ratownicze przejął Zespół Ratownictwa Medycznego. Kolejne próby przywrócenia życia poszkodowanego mężczyzny, jak się okazało - p. Hieronima S. (70 lat), nie powiodły się; lekarz stwierdził jego zgon. O godz. 22:06 dyżurny straży pożarnej odebrał zgłoszenie o pożarze kontenera na na śmieci przy ul. Broniewskiego. Do płonącego kosza zadysponowano jeden z zastępów działających przy pożarze "drewniaka". Gdy ratownicy rozwinęli linię gaśniczą, do Powiatowego Stanowiska Kierowania - o godz. 22:10 - wpłynęło kolejne zgłoszenie, tym razem o pożarze samochodu na ul. Łaskiej. Dwa zastępy z Narutowicza już po 4 minutach były na Łaskiej, na rogatkach Pabianic. Zastana sytuacja wyglądała makabrycznie: płonący fiat, rozbita honda i toyota, natomiast poza pojazdami - troje poszkodowanych, którymi zajmował się zespół ratownictwa medycznego. Strażacy, przystępując do gaszenia fiata, mieli nadzieję, że więcej ofiar już nie będzie... Niestety, gdy stłumiono płomienie, a dym rozwiał wiatr, oczom ratowników ukazał się widok, który ciężko nawet opisać... Fiatem jechały dwie osoby, 49-letni Mirosław S. i jego 22-letnia córka Joanna, wracali do domu. Wg relacji świadków fiat, jadący drogą nr 14 od strony Łasku, zamierzał skręcić w ul. Podmiejską. Gdy dojechał do osi jezdni, na wysokości przejazdu kolejowego, z ogromną siłą uderzyła w niego pędząca również od strony Łasku honda. Uderzenie było tak silne, że przesunęło fiata kilkadziesiąt metrów do przodu, na przeciwległy pas ruchu, powodując zderzenie z jadącą od strony Pabianic toyotą; fiat momentalnie stanął w płomieniach. Mimo podjętej błyskawicznie akcji gaśniczej szanse uratowania kierowcy i pasażerki fiata były praktycznie żadne - obecny na miejscu zdarzenia lekarz stwierdził ich zgon. Kierujący hondą to bardzo młody człowiek (20 lat), który dopiero co wszedł w swoje dorosłe życie. Wiózł ze sobą czworo jeszcze młodszych od siebie pasażerów (17-18 lat). Oni żyją, być może cudem sami uniknęli śmierci. Pierwszy dzień tegorocznej wiosny nie musiał się tak zakończyć. Niestety, znów brak odpowiedzialności i brawura zabrały ze sobą dwa ludzkie istnienia...
Poprawiony ( wtorek, 23 marca 2010 14:53 )
|
|




Po długiej i uciążliwej zimie wszyscy czekali na wytchnienie, jakie niesie z sobą pierwszy dzień wiosny. Jednak chyba nikt nie spodziewał się, że pierwszy wiosenny wieczór będzie tak tragiczny. (Foto: Przemysław Jach)